Łyczek górskiego powietrza

W miniony weekend byliśmy w Krynicy i Tyliczu. Larka została pod opieką sąsiadów, mogliśmy więc spokojnie pojechać.
Zaczęliśmy od Tylicza, leżącego 6 km od Krynicy. Górska, spokojna  miejscowość przy granicy  ze Słowacją, z pięknymi widokami, to doskonała propozycja dla lubiących kontakt  z naturą, a zimą dla narciarzy raj. Dużo miejsc noclegowych, jest się gdzie zatrzymać na wypoczynek, taki prawdziwy, w ciszy i spokoju.   Kilka razy do odwiedzenia Tylicza zachęcali nas bratostwo, którzy jeżdżą tam na narty  i mieli okazję parę ciekawych miejsc zobaczyć.  Poszukałam w sieci.
Golgota, parę lat temu zbudowana w Tyliczu, robi wrażenie. Poza  drogą krzyżową i pomnikami wielkich Polaków, ustawiono tablice z fragmentami pisma świętego, pieśni religijnych, cytatami z utworów polskich pisarzy i poetów, dotyczącymi wiary i Ojczyzny oraz  zwykłymi życiowymi przemyśleniami.  A wszystkie mądre, takie prawdziwe. Na jej końcu zbudowano z kamieni Wieżę Babel.  Całość imponująca  z wartościowymi przesłaniami i klimatem na zadumę.

…ciągle aktualne słowa                                     Wieża Babel

IMG_20170729_094619-crop Golgota

 

 

 

 

Krynicę bardzo lubimy, bywamy każdego roku. Jest pięknym kurortem,  chociaż ludzi  dużo.  Dlatego też  po  odwiedzeniu starych, znajomych miejsc, chętnie wyruszyliśmy  na daleki spacer.
Zwieńczeniem każdego pobytu w Krynicy są  lody. Jest w centrum maleńka lodziarnia z genialnymi lodami.To od paru pokoleń rodzinna działalność, z tradycjami.  A lody niezmiennie pyszne. Mąż, który ogólnie jest łasuchem, lody krynickie uwielbia. Na pożegnanie Krynicy taką porcję kupił. Dzieci z długaśnej kolejki patrzyły na niego z zazdrością.

szczęście miewa i takie oblicze…

lody-crop
Dwa dni minęły jak z bicza strzelił, ale to nam wystarczyło, Zawsze  chętnie wracamy do naszego domu.
A jak radość z urlopu potrafi odebrać trzeźwość myślenia, świadczy taki oto przypadek. Szwagier naszego znajomego  wybierał się na urlop do Ustronia. Radość wielka, szczególnie, że zabierali wnuki. Były więc plany, obietnice. Dzień przed wyjazdem pakowanie. Duży bagażnik zmieścił wszystko. Wczesnym porankiem szybkie śniadanie i dalej w drogę.  Po paru  godzinach zameldowali się na miejscu, otrzymali klucz do pokoju. Dziadek z wnukami, po dżentelmeńsku, poszli po bagaże.   Wtedy nastąpiła  retrospekcja: spakowany samochód, żony, z większym bagażnikiem, został w domu. Przyjechali męża samochodem,  którego bagażnik zawierał kosz na zakupy i skrzynkę z narzędziami. Jak zawsze.
Po uciszeniu trwających kilka godzin emocji, które były  dość burzliwe, trzeba było wracać do domu po bagaże. Wystarczyło zmienić kluczyk od samochodu.

Szef podrzucił :
Rozmawiają dwie przyjaciółki :
- Ty, Mariola, dlaczego tyle jesz, skoro ciągle powtarzasz, że musisz dbać o linię ?
- Bo linia powinna być gruba i wyrazista

Królowie życia

Po śmierci przyjaciółki znowu sięgnęłam do albumów. Tym razem tych całkiem starych. Przejrzałam zdjęcia, nie raz zresztą.  Twarze roześmiane, piękne, ot, tak w końcu młodość wygląda.

 
Trafiłam na zdjęcie szkolnej koleżanki.  Elka  już w czasach młodości taka właśnie była.  Urocza i pełna fantazji , robiła, co chciała. Nie miała ochoty, to nie szła do szkoły. Na każdą prywatkę czy wieczorek taneczny chodziła, nikt nie ustalał  jej godziny powrotu. Brylowała. Jak podobał jej sie jakiś chłopiec, za parę dni był jej chłopcem. Ubierała się  nietuzinkowo, gdy w szkole zwrócono jej uwagę, celnym strzałem  odbijała.

 
Zazdrościłam jej właściwie wszystkiego. Rodziców – bo moi wcale nie byli tacy tolerancyjni, raczej średniowiecze. Odwagi życiowej – daleko mi do niej było. Łatwości w podrywaniu chłopaków.  Ja  jako nastolatka dosyć często zakochiwałam się, na ogół była to miłość platoniczna. Wiadomo, jak człowiek wtedy cierpi.  To cierpiałam, a Elka pukała się w głowę. Niestety, nigdy w życiu nie poderwałam żadnego chłopaka. Jak obiekt mojego uczucia przypadkiem zainteresował się  mną, udawałam chłód i obojętność. A serce krwawiło.  Byłam raczej nieśmiała, co zresztą pozostało mi do dziś. Elka miała wszystko co  i kogo chciała mieć.

 
Przeszłam od tamtej pory kawał życia.  W drodze zdarzało mi się spotkać  królowe/królów życia.  Ludzi, dla których nie było właściwie żadnych barier.  Elokwentni, brawurowi,  urodziwi, bystrzy.  Radość z życia, omijanie problemów mieli opanowane. Teraz myślę, że problemy bywały, oni jednak umiejętnie je odpierali. Ale nie rozwiązywali. Stąd też i sukcesy zawodowe nie okazały się jakieś spektakularne. A i problemy osobiste, rodzinne, latami odsuwane w kąt, w końcu odzywały się.  Tak było z  Elką.

 
Takie jest życie.   Funduje nam dużo szczęścia, ale nie szczędzi przy okazji kłopotów, dramatów.   Nie można udawać, że ich nie ma.  Są, wyłażą jak larwy w najmniej odpowiednim czasie. Omijane, nie rozwiązywane, kiedyś  uderzają z potężną siłą. I po królestwie.
Życie stawia twarde warunki.  Chociaż niekoniecznie jest to normą. Bywa całkiem przewrotne. A któż to zresztą zrozumie ?

 

No i szef :)
Po nocy poślubnej mąż robi wymówki żonie:
- Widzę po dzisiejszej nocy, że nie byłem twoim pierwszym.
- A ja po dzisiejszej nocy wiem, że i nie ostatnim.