Zabić słowem

Coraz więcej, coraz częściej słyszymy o przypadkach dręczenia dzieci i  młodzieży przez rówieśników. Parę dni temu w Uwadze /TVN/  przedstawiono  kwestię samobójczej śmierci 14-letniego Dominika.  Powiesił się w mieszkaniu, pozostawiając matce list pożegnalny oraz informację, kto naprawdę doprowadził go do tak dramatycznej decyzji. Wskazał na nauczycielkę chemii oraz kolegów, których wymienił z nazwiska. Było to dwa lata temu. Chłopiec był dręczony, wyzywany, wyśmiewany.

Do tej pory nie wyciągnięto żadnych konsekwencji wobec winnych śmierci Dominika.  Przerzucają się aktami sprawy ludzie, którzy powinni zadbać o ukaranie winnych, a przede wszystkim, zapobieganiu ponownym nieszczęściom. Coś okropnego. Byliśmy z mężem zszokowani całym postępowaniem.

Najbardziej jednak wstrząsającym jest fakt, że na portalu społecznościowym, po samobójczej śmierci Dominika, ukazują się straszne komentarze i hejty, typu: „dobrze, że zdechłeś” i wiele innych, które aż trudno cytować.

I tylko nieszczęsna matka, która samotnie wychowywała jedynaka, została sama z całym nieszczęściem, z bólem po stracie dziecka.  W jego pokoju wszystko jest tak, jakby syn wyszedł na chwilę. Słusznie nazwała winowajców potworami. To są potwory. Czy rodzice tych młodych ludzie nie zdają sobie sprawy, że tak samo, bezdusznie mogą być kiedyś potraktowani przez swoje dzieci ?

Co sie dzieje z ludźmi, z dziećmi, z młodzieżą ? Przecież 14-15 latek powinien mieć swiadomość zła, które wyrządził. Nie ma tego,  Nie ma poczucia winy, jest buta, nienawiść.

Co nas czeka za parę lat, jaką przyszłość zgotują tacy ludzie ? Długo rozmawialismy z mężem, żadne z nas nie pamięta, aby podobne zachowania miały miejsce w naszych czasach szkolnych, a wychowywaliśmy się w różnych środowiskach. Można było kogoś nie lubić, ale nigdy się nie skrzywdziło. Chłopcy czasem się pobili, dziewczyny po kątach poplotkowały, co najwyżej była obraza na całe życie, która kończyła się za parę dni i wszystko wracało do normy.

Gdzie jest granica zła ?

Życie to nie teatr

Niby tak. Ale bywa teatrem. Na każdej płaszczyźnie naszego życia.
Wśród przyjaciół. Znamy się jak łyse konie, od co najmniej 100 lat. Był czas, że przegadaliśmy 3/4 nocy, psiocząc na swój parszywy los. Gdzieś powinęła się noga, ktoś zawiódł,  trudne wybory życiowe osłabiały nas. Wspieraliśmy się wzajemnie, pocieszali, a łzy płynęły rzęsiste. I przyszedł dzień, że jedno z nas osiągnęło niespodziewany sukces.  To najlepsza weryfikacja przyjaźni. Czy trzeba założyć maskę, grać teatr, czy z prawdziwą radością gratulować przyjacielowi ?

Dwaj bracia. Jeden solidny, pracowity, odpowiedzialny. Do tego ma syna pracującego w renomowanej klinice w Waszyngtonie, wybitnego specjalistę. Drugi totalny leń i leser, całe życie z awersją do pracy. Na zasadzie „złej tanecznicy….”. Za to pochlebia bratu, wije się jak piskorz, oczekując ciągle pomocy. Długi czas tak jest. Przy czym wdzięczności żadnej. Okazało się wręcz, że obdarowany brat nie szczędził złych słów, złorzeczeń, ośmieszając darczyńcę na prawo i lewo. Stanowisko bratu ktoś mu załatwił, a syn – wiadomo – po znajomości dostał się do tej całej kliniki. Bo naprawdę, wszyscy są niegramotni.   Zawiść rozum odbiera.

W pracy fajny zespół. Razem pracują, czasem spotykają się na piwie czy drobnych imprezach.  Rzecz jasna, obrabiają nieludzkiego szefa. Typowy gnojek, bez pojęcia o zarządzaniu firmą. Cudem jakimś , szef dnia pewnego cytuje niemal dokładnie słowa krytyki wobec siebie.  Każdy się zaklina, nic nie powiedział. A jednak.

Okazuje się, że często zakładamy maski. A głównym powodem jest zawiść, jak komuś ma być lepiej ?

Zdarzają się perełki. Aktorzy, którzy stworzą coś niezwykłego, ujmującego. Bo dobry aktor musi być szczery, naturalny.
Coraz trudniej o szczerość. Najczęściej to zwykła chałtura.