Koncert

okudzawa_ban-crop W sobotę byliśmy na koncercie pieśni Bułata Okudżawy. Było się czym zachwycać, uczta dla ducha.
Odkurzyłam wspomnienia sprzed trzydziestu paru lat, kiedy to nie brakowało okazji do spotkań i śpiewu, najczęściej właśnie ballad Okudżawy. Imieniny, ogniska, sprzyjały temu. A i często tak, bez okazji, z bratem śpiewaliśmy sobie przy wtórze jego gitary: „Panie, ofiaruj każdemu z nas….”  czy   „…a przecież mi żal…. „. Ponadczasowe pieśni, z niezwykłym tekstem i takąż muzyką.
Mój ulubiony duet Żukowska-Korycki śpiewa też dużo ballad Okudżawy. W zeszłym roku byliśmy na ich koncercie, potem długo nie mogłam w nocy zasnąć, zatrzymać się. I to jest spełniona rola muzyki. Tak zadziałać na emocje słuchacza, żeby w sercu zostały wspaniałe przeżycia.
Muzyka gra mi w sercu od zawsze. To po rodzicach. Pamiętam Tatę, grającego na gitarze melodie rosyjskie. Pochodził z kresów,  mawiał, że Rosjanie są najbardziej śpiewnym narodem. Pamiętam najbardziej „Wieczorny dzwon”  czy „Podmoskiewskie wieczory”  w jego wykonaniu. Gdy miałam 10 lat, uczył mnie tańczyć przy melodiach z płyt winylowych, m.in. „Złoty pierścionek”.  A Mama podśpiewywała podczas domowych obowiązków, miała piękny, delikatny głos. Jak byłyśmy z siostrą małe, śpiewałyśmy razem z nią, ucząc się kolejnych piosenek.
Ja zaczynam przy myciu zębów nucić piosenkę, która na pół dnia jest moja. A potem następna, następna. A jak jadę samochodem poza miastem, wydzieram się do woli. I to lubię, bo wyrzucam przy okazji to, co uwiera.
czapki Listopad, więc jak każdego roku zaczęłam dzierganie. Pierwsza praca – czapki i szaliczek, pojechały dzisiaj do Krakowa, dla Zuzy i jej kochającej babci Jani. Jania to moja przyjaciółka od 35 lat. Mam nadzieję, że czapy będą się podobały.