Dzień Wszystkich Świętych

Od śmierci naszego Taty 30 lat temu,  inaczej postrzegam to święto. Najbliższy człowiek odszedł. Był z nami, został pusty pokój, zabrakło Jego ubrań w szafie.
Potem Mama, Ciocie, Bliscy, Znajomi. Cztery lata temu Jacek, trzy lata temu przyjaciółka z lat szkolnych Jola, w zeszłym roku nasza Siostra  i Ojciec mojego pierwszego męża,  dziadek syna – mój teść, sprawiedliwy i zawsze mi życzliwy. W tym roku Jola, przyjaciółka z pracy.
I Uleczka, nasza dobra, mądra Uleczka. Przyjaciółka blogowa. Serdeczna, życzliwa, wzór śląskiej pracowitości i rzetelności.
Spoczywajcie w pokoju, Kochani…..
                               swiece

Uroki dnia codziennego, czyli trochę jesiennego luzu

czerwony    winobluszcz chroni drewutnię…..jes2

Jak nieraz wspominałam, lubię dom, nie przerażają mnie prace domowe. Lubię sprzątać  /pewnie dlatego, że jest nas tylko dwoje i pies, więc nie ma problemu /, gotować.  Jednak niektóre prace domowe traktuję jako zło konieczne, nie znoszę ich. A „muszem”  się z nimi zmierzać..
Mycie szkła w witrynach. Kieliszki, lampki, inne duperele. Koszmar, ale potrzeba, ciągle zakurzone. Na szczęście robię to tylko 4 razy w roku, w tzw. międzyczasie udaję, że nie widzę tam kurzu.
Okna z reguły myjemy razem z mężem, przy czym do niego należy polerowanie szyb. Najgłupsza w świecie praca, z którą radzi sobie świetnie.  Jak patrzę, gdy chucha na smugi przed ostatecznym efektem, jestem pełna podziwu. Teraz  część okien umyłam sama, korzystając z pogody. Nie czekałam na męża, bo zastałby nas zmrok przy myciu. Wszystko poszło szybko i sprawnie, do czasu polerowania szyb. Miałam na każdej szybie smugi-giganty. Ostatnim fortelem była woda z octem, trochę poprawiła stan szyb, ale cudów nie ma.
Prasowanie. Nie znoszę.  Zwłaszcza, że każdy ciuch trzeba drugi raz „przeciągnąć”  przed założeniem, w szafach zawsze jest za ciasno i się gniecie. Mąż na szczęście swoje rzeczy prasuje sam, a robi to każdego dnia, gdyż codziennie zmienia koszulę. No i tak się składa, że bardzo lubi prasować, określa to chwilą na kontemplację.
Pozostałe prace domowe nie sprawiają żadnych problemów, na szczęście. Trzeba – to trzeba. Miewam czasem dziwne zrywy.  Czytam książkę, nagle, niespodziewanie, bez związku z treścią książki, odkładam ją i biorę się za porządki w szafach i komodach.  To oczywiście nie daje mi gwarancji, że w szafach już tak zostanie….
A jak u  Was bywa ?