Przeżyć dramat

Hibiskus jest częścią naszego żywopłotu               

 hibiskus 08.17Zacznę od tego, że do żadnego postu z blogspotu nie jestem w stanie zostawić komentarza. Jakieś kody uwierzytelniające od miesiąca nie pozwolą na to. Przepraszam więc tych, którzy mają blogspot, bywam, ale nie pokonam kodów.

Tydzień minął pod znakiem  nawałnic i burz. Straszna  tragedia stała się na obozie harcerskim, dwie dziewczynki zabite, kilkanaście innych dzieci rannych. Trudno nawet ogarnąć myślami dramat tak dzieci, jak i ich rodziców. Wiele innych miejsc także bardzo zrujnowanych przez burzę i trąbę powietrzną. Lasy wyglądają jak na ponurym horrorze, dachy z domów pozrywane. Nas szczęśliwie na razie ominęły burze, jest bardzo sucho, od paru tygodni zaledwie przelotne, słabe deszcze.

Nie wiem nawet, czy można mówić o winnych. W każdej gminie jest Centrum Zarządzania Kryzysowego, tam odbiera się najnowsze komunikaty i ostrzeżenia, także pogodowe, stamtąd winna natychmiast iść informacja w teren. Trudno sobie wyobrazić, że takie postępowanie nie miało miejsca. Może już było za późno na działanie ? Trąba powietrzna nie zapowiada się dużo wcześniej. Bo nie chcę nawet myśleć o tym, że brakło zwykłej komunikacji międzyludzkiej. Telefony mogły nie działać, ale krótkofalówkę komendant obozu zapewne miał. Sprawę będzie wyjaśniał prokurator, oby to nie był błąd ludzki, zaniedbanie, a po prostu sytuacja nie do przewidzenia i opanowania.

Jak zawsze w takich sytuacjach chylę głowę przed strażakami. Uważam, że to najbardziej humanitarny zawód. Wybierając go, mają świadomość zagrożenia i zdrowia i życia, jednak są tam, gdzie trzeba pomóc, w najbardziej dramatycznych warunkach.
Ludzie zostają bez dachu nad głową, tracą dorobek życia. Musimy mieć świadomość, że niezbędne jest ubezpieczenie mieszkania, domu. Aby w razie nieszczęścia chociaż trochę dźwignąć się , korzystając z polisy.
Oby nikt z nas nie zmierzył się z żadnym kataklizmem, oby nie trzeba było pisać na nowo stron swojego życia.

W niedzielę mieliśmy uroczystość rodzinną, 40 letnią rocznicę ślubu bratowej i brata. Mieli po 19 lat, maturę i egzaminy na studia za sobą. Wtedy dopiero powiedzieli rodzicom, że spodziewają się dziecka. Studia obydwoje ukończyli z wyróżnieniem. Pracując już, przez kilkanaście lat dzień po ukończeniu roku szkolnego  /nauczyciele/ , wyjeżdżali do pracy, do Niemiec. Cięzko pracowali przez całe wakacje, ale opłaciło się. Mają piękny dom, a ich największym podarunkiem od losu są mądre dzieci i wnuki. Wszyscy oczywiście stawili się na uroczystości. W swojej pracy zawodowej osiągali sukcesy, ich wychowankowie w ogólnopolskich olimpiadach tematycznych zajmowali pierwsze miejsca.
Ciągle dużo pracują. Brat od 9 lat jest na emeryturze, teraz  prowadzi prywatną działalność w zakresie edukacji.
Jestem pewna, że nie wiek, nie metryka czyni  ludzi dojrzałych i odpowiedzialnych. Leń, leser, utracjusz w żanym wieku niczego nie osiągnie, poza oczywiście ekstra zabawą. No i praca, praca, nie oczekujmy cudów, jak nie chce nam się pracować. Nie ma co zostawiać na potem, bo potem zdrowie może  odmówić posłuszeństwa, potem jest czas na odcinanie kuponów.

No to jeszcze od szefa :)
Do wróżki przyszedł śpiewak operowy. Ta spojrzała w kryształową kulę i mówi:
- Mam dla Pana dobrą i złą wiadomość. Którą chce Pan usłyszeć pierwszą?
- Tę dobrą.
Po śmierci będzie Pan śpiewał w chórze anielskim. – To wspaniale. A ta zła?
 - Pierwsza próba jutro o dziesiątej