Wakacyjny luzik

Przeczytałam właśnie książkę, rozmowy przeprowadzone  przez  Wacława Krupińskiego ze Zbigniewem Wodeckim.  Polecam, bo poza ciekawostkami  z życia artysty, to porcja zdrowego dowcipu, anegdot, które funduje czytelnikowi  Zbigniew Wodecki, odkrywając swoje wspomnienia  z dzieciństwa, młodych lat i dojrzałości.  Parę razy popłakałam się ze śmiechu, nie mówiąc o radosnym rżeniu, który zaniepokoił nawet mojego sąsiada w ogrodzie.

Wodecki     Moja koleżanka   /w 2006 roku  z nowo poślubionym  francuskim  mężem wyjechała na stałe do Francji /, z bohaterem książki chodziła w Krakowie do szkoły muzycznej . Opowiadała, jakim był  diablikiem  i zawadiaką. Pięści bolały ją od bombardowania go po plecach za dokuczanie. Takie końskie zaloty stosował do niemal wszystkich dziewczynek,  nie znosiły go. Wypomniała mu to po latach, gdy spotykali się w latach 70-tych w Stanach Zjednoczonych: Wodecki na tournee artystycznym  a koleżanka  również, jako jedna z solistek Zespołu Pieśni i Tańca Śląsk. Przypomniałam sobie jej opowiadania czytając książkę. Tak  dokładnie przedstawia sam siebie Zbigniew Wodecki w książce.

Tradycje rodzinne skazały go na muzykę.  Zapowiadał się na  wykonawcę muzyki poważnej, ze znajomością gry na skrzypcach, trąbce, którą to umiejętność  nauczyciele i znawcy muzyki wysoko oceniali.   Praca już jako nastoletniego młodzieńca z  Markiem Grechutą czy Ewą Demarczyk, to był zaszczyt. Z muzyki poważnej  powoli przechodził w stronę muzyki rozrywkowej.  Nie ukrywa, że to się zdecydowanie lepiej opłacało. A on umiał kalkulować. Wiele bardzo ciekawych wspomnień o ludziach estrady, o twórcach i wykonawcach.

Wielka szkoda, że tak wcześnie odszedł.  To,  niestety, efekt pracoholizmu.  Wiele utworów jest mi bliskich, najbardziej „Lubię wracać“.

Za tydzień mąż rozpoczyna dwutygodniowy urlop , kartka z planem robót domowych już zapisana.  Wszystko musi być przejrzane, sprawdzone.  Od piwnic, garażu, dachu – po prace ogrodowe. To najważniejszy zawsze punkt urlopu, mąż bardzo lubi zajmować się domem.   W planie też krótkie wyjazdy.  Jak co roku. No więc cieszymy się z tego urlopu oboje.

Marcinek z Larą VI.17Mój synio adorowany przez Larę…

I jeszcze szef :

Jedna blondynka mówi do drugiej:
- Wiesz, w tym trzęsieniu ziemi zginęło sto osób, wyobrażasz sobie, sto osób…
Odpowiada druga:
- To straszne. Na stare to będzie milion.