„Żeby Polska była Polską“ ??

                Ten pytajnik  w tytule to moja wątpliwość.  Jak wszyscy wiemy, tytuł  należy do piosenki  /pieśni/ Jana Pietrzaka, pełnej patriotyzmu, pięknej.   Rok 1981, parę miesięcy przed stanem wojennym. Doskonale pamiętam wieczór , gdy śpiewał ją  na festiwalu w Opolu. Siedziałam przed telewizorem i płakałam.  Wzruszenie, niepewność kolejnego dnia, strach,  zbyt dużo  skumulowało się emocji.

Mijały lata. Pan Pietrzak miewał się całkiem dobrze, dużo go było w telewizji, jeździł po świecie, odwiedzał Polonię, miał swój dobry czas. Jak  zwykle, bo wcześniej też całkiem nieźle sobie radził. Dworował z władzy  jednej, drugiej, kolejnej, puszczając szelmowskie oczko, że to tylko żart, zabawa.   Ze zdziwieniem  usłyszałam po latach, że był ofiarą ciemiężycieli, bojkotowany, bo narażał się władzy. To raczej pupil, bobas  kolejnych władz.

 Przestałam go lubić.  Mniej go wprawdzie było w telewizji, ale nie przeszkadzało mi to. Przeciwnie.

Z czystej ciekawości  w sobotni wieczór przełączyłam na program rozrywkowy z  solenizantem Janem w roli głównej.  Starałam się o własny obiektywizm, ale to, co zaprezentował artysta, wołało o pomstę do nieba.  Niezbyt długo tkwiłam na tym programie, dla własnego zdrowia.   To cwany lisek, gdzie potrzeba, tam opluje, gdzie trzeba – pogłaska. Zaspokaja  na full zapotrzebowanie  władzy   /zresztą zawsze to potrafił/. Prezes TV  promieniał. Myślę, że  decydenci przed telewizorem także. Bo dowalić umiał, to nie miało nic wspólnego z tzw. odmiennością polityczną, to były prostackie i obraźliwe teksty.

Żal mi się zrobiło, przełączyliśmy na inny program.  Jak to ma się wspomnianej  pieśni autorstwa Jana Pietrzaka ? Nijak.

Żeby sprawiedliwości było zadość, dodam, że poprzednia władza też nie budziła mojego zachwytu, nie zachłystywałam się.  Czy naprawdę nie umiemy rozmawiać,  spierać się, tylko wyszukiwać najcelniejsze inwektywy ? Gdzie się podziała kultura polityczna, ba, zwykła, codzienna kultura bycia. To wszystko nie podoba mi się coraz bardziej, bo przecież  to nie tak miało być.

 Od szefa :
Mąż z żoną na rybach.

-Luśka, daj chleb…
-Zjadłam.
-To daj kukurydzę.
-Też zjadłam.
-To zjedz jeszcze robaki i wracamy do domu…