Emerytura. Jak to łatwo powiedzieć….

Jeżeli wszystko dobrze się ułoży, mąż w październiku, po 37 latach pracy zawodowej oraz 7 latach pracy w gospodarstwie rolnym rodziców, odejdzie na wcześniejszą emeryturę. Jeżeli. Bo na razie wszystko idzie jak sierpem przez d….
Mąż może skorzystać z wcześniejszej emerytury, ponieważ pracował w warunkach szczególnych dłużej nawet, niż wymagalna ilość lat. I to jest niekwestionowane. Potrzebuje jeszcze udokumentowania pracy w gospodarstwie rolnym rodziców w okresie od 16 roku życia. I tu zaczynają się   przeogromne schody.
Parę lat temu zebrał już kilka niezbędnych dokumentów, m.in. zeznania świadków jego pracy w gospodarstwie.  W gminie oświadczenie podbito paroma pieczęciami, w celu urzędowego poświadczenia faktu.  Żadne cygaństwo.  Mąż czeka na ukończenie 60 lat.
Gdy fakt ten coraz bliższy, okazuje się, że niniejsze oświadczenia nieważne. Druki się zmieniły, wymagalne inne zasady. A i to nie gmina teraz to potwierdza, a notariusz lub upoważniony pracownik ZUS.  Świadkowie zdążyli już odejść  do lepszego świata.  Więc poszukiwanie następnych.
W tym samym okresie czasu mąż pobrał niezbędne zaświadczenie o tym, że rodzice posiadali  gospodarstwo. Oczywiście w gminie, na obowiązującym druku.  Wtopa. Nieważne. Teraz  trzeba nie z gminy a z Wojewódzkiego Wydziału Kartografii. Oni z mapką wydadzą zaświadczenie, proszę się dowiadywać po 7-10 dniach.

 

Tak samo z zaświadczeniem o miejscu zamieszkania w owym czasie. Jest, ale nieważne.  Trzeba nowe.  Pojechał więc do gminy. Niespodzianka. Gmina już nie ma dokumentów ani dotyczących gospodarstw ani mieszkańców. Trzeba do miasta, do ewidencji ludności. A tm nie ma danych. na razie są w centralnym rejestrze. No  to może w naszym mieście coś poradzą.  W naszym mieście mają, ale  na razie od 1978 roku.
W końcu uzyskał . Niedobra. Trzeba na zaświadczeniu jeszcze wpisać rodziców i brata, z którymi wspólnie zamieszkiwał.
Pojechał do naszego oddziału ZUS,  aby tylko dowiedzieć się, co jeszcze ma wymienić.
Mąż: jak mam uniknąć kolejnych przeszkód ?
Pani ZUSowa : nie wiem
Mąż: a kto ma wiedzieć ?
Pani ZUSowa: a ZUS
Mąż :A pani kogo reprezentuje ?
Pani ZUSowa: a ZUS
Wszystkie trudności są właściwie celowe, aby uprawnionym dać po łapach. Mąż przechodził różne etapy, od euforii, przez wściekłość,  po obojętność.  Jego opinii o urzędach nie będę przytaczać. Zwłaszcza, że dokładnie taką samą ma o  urzędzie, w którym pracuje.

Przystanek: Bieszczady

     Na kanale Discovery Channel , w niedzielne przedpołudnie, emitowany jest w odcinkach bardzo ciekawy film dokumentalny, pod tym właśnie tytułem.

To film o ludziach stamtąd. O leśnikach, pogranicznikach, ratownikach, kierowcach, przewożących w  ekstremalnych czasem warunkach drzewo do naszych kominków.   Myślę, że tam dopiero można poczuć prawdziwy smak życia. Wprawdzie praca ciężka, ale to dla ludzi z mocnym charakterem, ale też solidnych, bo zdani na siebie, muszą sobie wzajemnie ufać. Bohaterami są też dwaj naukowcy, którzy przemierzają szlaki bieszczadzkie w celach naukowych.

Moja szkolna koleżanka  z mężem 16 lat temu  kupili nad Soliną 8 arów  ziemi. Mieszkali najpierw w baraku, nie mieli światła, po zakupy  przepływali  przez Solinę łodzią do sklepu. Spędzali tam całe lato, byli nauczycielami.  Takich jak oni osadników szybko  przybyło w sąsiedztwie, łącznie siedmiu.  Potem , gdy podciągnięto linie energetyczne, zbudowali niewielki dom.  Teraz , na emeryturze, przeprowadzili się tam na stałe. Już lepsze warunki, parę kolejnych domów powstało.  Swój dom w naszym mieście wynajęli, za parę lat będzie to prezent dla wnuczki.  Oni zaś dostaną jej mieszkanko, gdyby jedno z nich samo zostało i chciało wrócić, ma dokąd.  Spotkaliśmy ich  na cmentarzu   1 listopada.   Wiodą wygodne, spokojne,   zupełnie inne życie.  Mają fajnych sąsiadów, zżyli się razem.  Nie tęsknią  za telewizją,  słuchają radia,  a do czytania wyłącznie książki, żadnych gazet.

  Wetlina, sierpień 2013 DIGITAL CAMERA                                             Bardzo lubimy Bieszczady, co jakiś czas jedziemy tam. To piękne miejsce, w większości  całkiem dziewicze. Za każdym pobytem mówimy z mężem, że moglibyśmy tam mieszkać.  Nie jak  opisani znajomi, bo jednak potrzebujemy domu z wygodami i z dostępem do  świata. Na przykład Cisna, jakże przyjazna  do zamieszkania.   Być może  nasi przyjaciele mają rację, mówiąc, że owszem, piękna jest Cisna, piękne całe Bieszczady, ale na 2-3 tygodnie. Potem, a zwłaszcza jesienią, zimą, tęsknilibyśmy za miastem. Pewnie tak, ale oboje lubimy ciszę i przyrodę, nie potrzebujemy gwaru miasta.  Wiadomo, że nie wyjedziemy, ale tamto życie bardzo nam się podoba.

Cenimy bardzo spokój a także  bliski kontakt z przepiękną przyrodą.  Żeby jeszcze paru życzliwych ludzi mieć  niedaleko, żeby zdrowie dopisywało. Czego więcej chcieć ?