Moje przyjaciółki

różaZ Marynią od 40 lat, z Jolą od 17.

Z Jolą pracowałam przez ostatnie lata.  Pisałam o jej chorobie, złośliwy czerniak. W styczniu przeszła na emeryturę i od stycznia jest leżącą pacjentką, po operacji, radioterapii i czterech chemiach. Przerzuty nie ustąpiły,  we wrześniu rozpoczyna terapię immunologiczną.  Nie siedzi, nie chodzi, i cały czas ból w nogach.

Moja druga przyjaciółka, z którą znamy się od 1976 roku, pięć dni po moich imieninach  nagle dostała zator płucny. Była na szczęście z rodziną w domu, pogotowie przyjechało w ciągu 3 minut, była bez oddechu i tętna. Szalona reanimacja, złapali tętno. Dawano 5% szansy na uratowanie życia. Od wczoraj jest już w domu. Bardzo słaba oczywiście, ale żyje. Jest mi bliska jak siostra.

Dodam, że 2,5 roku temu na raka zmarła moja przyjaciółka od 14 roku życia. Z jednej ławki w szkole średniej, razem do szkoły i ze szkoły. I wszystkie dziewczyńskie tajemnice i dramaty razem przeżywane. A potem, w naszym dorosłym życiu, do końca razem.

I moja siostra, w bardzo ciężkim stanie, ze słabym kontaktem, z drenami, rurkami w całym organizmie, ze straszliwymi komplikacjami, której życie od trzech miesięcy podtrzymują maszyny. Teraz, poza lekarzem, rozmawia z nami pani psycholog. A ja przecież wiem to wszystko, o czym ona mówi. Dobrze, że mam wsparcie w mężu i synu. Bo z bratem w jednakowym stopniu przeżywamy chorobę siostry i wzajemne pocieszanie nie wychodzi nam najlepiej.     Bardzo trudny ten przestępny rok.

Żle mi jest z tym wszystkim. Brak mi sił….

 

 

Emigracja

W większości konieczna. Bo pogoń za pracą, za lepszym jutrem. Wprawdzie od 12 lat jesteśmy członkiem Unii, ale nasze dochody stanowią przeciętnie    20-30% dochodów unijnych. Ciągle tak samo. Ceny zaś wcale nie są aż tak  małe, w porównaniu do zachodnich.

zakwita funkia royal

funkia royal       Trudno jest czasem tym, którzy muszą wyjeżdżać. Najgorsza jest rozłąka. Rozumiem jednak ich determinację, życie jest jedno, mają prawo za swoją pracę godnie żyć. Nie wiem, ile dziesiątek lat minie, aby tak w kraju było.

Jakieś 12 lat temu syn dostał propozycję pracy w Szwecji. Polecił go znajomy, którego szwagierka otworzyła biznes i potrzebowała sprawdzonych ludzi. Poza pracą mieszkanie a po roku możliwość ściągnięcia rodziny. Niestety, synowa nie wyraziła zgody, jest związana bardzo ze swoją mamą, której nie chciała zostawić. Ja to rozumiem, ale szczerze żałuję. Firma jest rozwojowa i już weszła z produktami na azjatycki rynek. Mimo, że mam jedynaka, którego bardzo kocham, to błogosławiłabym na szczęśliwy wyjazd. Jest bardzo pracowitym i odpowiedzialnym człowiekiem, dałby radę.

pięciornikipięciorniki

Widzę od paru lat, jak miota się jako jedyny żywiciel rodziny, pracując po 12-14 godzin dziennie. Żeby jakoś utrzymać się na powierzchni. Urlopy od lat także na tzw. fuchach. Nie tylko on zresztą, kiedyś w programie „Świat się kręci” przeprowadzono sondę telefoniczną. Ponad 80% ludzi pracuje dodatkowo, gdzie tylko może. I wcale nie chodzi o luksusy. Wnuk w rozmowie z ojcem powiedział, że nie wyklucza kiedyś wyjazdu z kraju. Syn mu odpowiedział: gdziekolwiek będziesz, nie będziesz u siebie. I chociaż w latach 90-tych jeździł podczas wakacji z bratostwem do Niemiec, teraz jest przeciwny opuszczania kraju. Ma swoje wartości, swoje poglądy. Ja do końca nie wiem, czy słuszne.

Nie oceniajcie mnie źle. Jest we mnie dużo żalu, tak ciężki rodzinnie jest dla nas ten rok, boję się o moich bliskich. Nie stawiam pieniędzy na pierwszym miejscu. Oczywiście, są potrzebne, to nie ulega wątpliwości, ale nie najważniejsze. Jednak, gdy patrzę na syna, u którego na twarzy  widzę  zmęczenie, który praktycznie nie odpoczywa, to serce boli. Już zaczynają się problemy zdrowotne, tarczyca, bóle kręgosłupa. Ileż ten organizm, nawet bardzo silny, może wytrzymać.

Dla mnie syn jest najważniejszy na świecie. Jestem tylko matką.